czwartek, 15 grudnia 2011

Filcowanie - łatwiejsze niż się wydaje

Technika, ma na nasze życie czasem zbyt duży wpływ. Przez ostatnie pół miesiąca, sfrustrowana awarią komputera i przedłużającą się naprawą oddałam się, znalezionemu jakiś czas temu, nowemu hobby, dzięki któremu to mamy nowego domownika :)



A sprawcą tego wszystkiego, był mój średni syn.
Jakiś czas temu dostałam od niego własnoręcznie ufilcowany kwiatek. Oczywiście zachwyciłam się prezentem, a przede wszystkim zdolnościami mojego dziecka, no i bardzo zaimponowały mi Panie Przedszkolanki.


Nie ukrywam, że za każdym razem, gdy spoglądałam na leżący na moim biurku kwiatek, zastanawiałam się jak właściwie on to zrobił. A jak ktoś się długo zastanawia, to w końcu wymyśli, że na You Tube jest wszystko, a jak by było mało, to google ostatecznie rozwiążą problem. Tak trafilam na świetne instrukcjie Oli na jej blogu.
Następnego dnia po przeszukaniu sieci i podjęciu decyzji, że spróbuję filcowania na sucho, popędziłam do sklepu po igłę i przędzę. Cały wieczór siedziałam i dziubałam, dziubałam no i wydziubałam pierwszą kulkę


Wpadłam w nałóg (taki sam, w jaki się wpada skubiąc słonecznik) i do północy, dorobiłam jeszcze dwie kulki. Następnie przyszła chwila zadumy, kiedy to pomyślałam sobie, fajnie się to robi, ale właściwie po co?
Jako, że jestem osobą praktyczną konieczne było znalezienie zastosowania dla moich kulek. Kolejna wizyta w okolicznym sklepie zaowocowała akcesoriami potrzebnymi do połączenia moich filcaków w breloczek do kluczy.




Teraz przyszła kolej na próbę zrobienia filcowej kostki, zgodnie z zaleceniami Oli - dla zdobycia wprawy, dodałam na niej kropki, w taki sposób, że powstała kostka do gry. Może kropki nie wyszły idealnie równe, ale moje dzieci były zachwycone i zabrały się do filcowania ze mną, co jakiś czas, wrzeszcząc i machając pokłótymi palcami.


Następnym etapem, mojej filcowej przygody, były żołędzie. Pozbieraliśmy z chłopcami czapeczki, podczas niedzielnego spaceru i spędziliśmy całe popołudnie na wypełnianiu ich filcowymi żołędziami.


W końcu przyszła pora na zwierzątka. Pierwsza powstała myszka, która zamieszkała w mojej pracowni.

 

No i kiedy mój, średni syn, zobaczył moją mysz, natychmiast przypomniał sobie, że całe swoje dzieciństwo (powszechnie, przecież wiadomo, że w wieku lat ośmiu, ma się je za sobą :)) marzył o posiadaniu własnej małpki.
Cóż było robić, kupiłam drucik kreatywny i wzięłam się do pracy. Kilka godzin i kilkanaście ukłóć później jego marzenie spełniło się i w jego pokoju, zamieszkała mała małpka.
 



Filcowanie wciągnęło mnie na dobre. Zapas kolorowej przędzy urósł, stopień niewyspania pogłębił się, ale jest przyjemnie, a właśnie o to przecież chodzi. Polecam, jeśli jeszcze nie próbowałyście, nie ma na co czekać, no może jedynie na przesyłkę z potrzebnymi akcesoriami :)

Pozdrawiam,
Kasia




8 komentarzy:

  1. śliczny małpiszon:) też kiedyś próbowałam, mam dużo wełny ale jakoś się zniechęciłam bo strasznie szybko tępiły mi się igły i nie wiedziałam czy coś robię nie tak czy to tak po prostu ma być:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietnie Ci to filcowanie idzie! A malpka przeslodka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkie ozdobo-zabaweczki są prześliczne ale ta małpka jest urocza i cudna!

    OdpowiedzUsuń
  4. Małpa jest AWESOME!!! Strasznie długo nie postowałaś - już myślałam, ze cos sie stało...

    OdpowiedzUsuń
  5. Och Kasiu, nie mogę się wprost napatrzec na te cuda!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też chcę się nauczyć filcować:( Trudne?

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję wszystkim za miłe słowa.
    B - filcowanie na sucho jest prostsze niż myślisz, ja skorzystałam z instrukcji na blogu Oli Smith - są fantastyczne. Później nauczyłam moich synów, mamę i bratową :) Na pewno dasz radę - powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaaaa! no jak tak można? po prostu z nudy zacząć robić takie śliczne rzeczy? no jak? i to w dodatku metodą, którą podziwiam skrycie? Aaaaa! :O

    OdpowiedzUsuń