sobota, 23 czerwca 2012

Ogródek warzywno - ziołowy i "Radosne Dekoracje"

Długo mnie nie było, oj długo. Tak zwane życie dopało mnie w całej rozciągłości i nijak nie chciało puścić:(

Dzisiaj, mimo imprez szkolno - przedszkolnych, udało mi się znależć chwilę relaksu w ogrodzie, z książką w ręce.
Książka to specjalna, bo wędrująca - jako druga w kolejce mam okazję, pooglądać i poczytać "Radosne Dekoracje" - dzięki JAKUSZYĆ.PL
Razem z książką, dostałam słodki upominek, i bardzo wstrzemieźliwie czekałam z otwarciem i skonsumowaniem, aż do sesji fotograficznej. Jak łatwo się domyślić, na chwilę obecną pudełko jest już w połowie puste.....
Droga Nieznajoma Małgorzato B. z Gliwic - bardzo dziękuję Ci za ten pyszny prezent :))))


"Radonse Dekoracje" przyczyniły się do powstana dwóch tildowych lalek, o których uszyciu myślałam od dawna. Obie będą prezentami dla córek moich koleżanek - moi chłopcy, jakoś dziwnie, lalkami bawić się nie chcą. Skończone Tildy, oczywiście pojawią sie na blogu, a tym z Was, którzy zastanawiają się czy warto mieć tę książkę, jednoznacznie, mówię - bardzo warto.
...............
Czytanie książki przyczyniło się także, do powstania mini-ogródka-warzywno-ziołowego w moim ogrodzie.  Przy wierszyku Brzechwy o pomidorze, który wlazł na tyczkę, uświadomiłam sobie, że moje dzieci nie mają pojęcia co to ta tyczka i dlaczego tkwi przy pomidorze. Popędziłam więc na targ po sadzonki, dokupiłam doniczek, ziemi i razem z chłopakami sadziliśmy i sadziliśmy i sadziliśmy... Teraz z ciekawścią, dzieci podglądają jak rosną ich pomidory, ogórki, papryki i cukinie, a ja potrząsam krzaczkami ziół, żeby pięknie pachniało. Już postanowiliśmy, że jesienią naszykujemy w ogrodzie prawdziwe grządki i od marca, bierzemy sie za uprawę warzyw na nieco większą skalę niż doniczkowa. A tak wygląda nasza warzywno-ziołowa "grządka" w obiektywie:









 I na zakończenie dla tych, którzy nie lubią zbyt słodkich napoi, przeps, który może wydać się dziwny, ale ja za nim przepadam:


1/2 szklanki piwa jasnego
1/2 szkalnki toniku - jeśli wolisz słodszą wersję użyj cytrynowej fanty,
lód, plasterek cytryny, świeża mięta

Idealny na słoneczne,  leniwe niedzielne popołudnie którego wszystkim Wam i sobie też życzę,

Kasia



5 komentarzy:

  1. Oj długo, długo, zaglądałam czasem, bo myslałam, że mi blogspot nie pokazuje...
    A tu życie...
    No ale w międzyczasie zioła i inne kwitną, rosną, owocują, jak podlewane tym PYSZNYM napojem, który muszę posmakować (choc za tonikiem nie przepadam, ale kuszący!)

    OdpowiedzUsuń
  2. Maryś, jak nie lubisz toniku, to mieszaj z fantą, ale koniecznie cytrynową, kiedyś pomyłkowo użyłam pomarańczowej, i była to po prostu ochyda...

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacyjny ten mini ogórek ;) też mi się marzy taka wersja balkonowa ;) nic tak nie cieszy jak własna uprawa , ziemia jest cudowna wystarczy ją pielęgnować a ona rodzi i rodzi dla nas. Mając własne uprawy zawsze mamy też poczucie, że jest to świeże i nie ma tam jakich podejrzanych chemicznych trucizn . Szkoda,że nie mam większego balkonu ale chociaż coś wcisnę ;) Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Mini ogródek wspaniały i wcale nie taki "mini" a lawenda... jak widzę lawendę w donicach to mi serce mięknie. Kocham lawendę miłością bezwzględną. Jest piękna i cudnie pachnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, mi się mieści tylko dziesięć doniczek z bazylią na parapetach, więcej nie mogę trzymać bo króliki się dobierają i zjadają wszystko :D

    OdpowiedzUsuń